Metoda na wnuczka 2.0: Jak bitomaty stały się ulubionym narzędziem globalnych oszustów
W gorącym kurzu pustynnej Arizony wytyczono właśnie linię frontu, która może, a nawet powinna wstrząsnąć specjalistami od compliance na Starym Kontynencie. Od lat przyglądamy się, jak skromne bitomaty z cyberpunkowej nowinki ewoluują w coś, co zdaniem amerykańskich organów ścigania jest głównym kanałem oszustw typu pig butchering. Ofiarą tego typu scamów padają również osoby starsze, można więc powiedzieć, że to oszustwo na wnuczka 2.0.
Choć Amerykanie zareagowali z pewnym opóźnieniem, istotnym krokiem w dobrą stronę jest gest prokurator generalnej stanu Arizona. Ale patrząc na rozwój sytuacji w Phoenix, musimy zadać sobie pytanie, czy Europa tylko się przygląda, czy może prowadzi zupełnie inną wojnę na swoich zasadach?
Arizonans should take every precaution when using cryptocurrency ATMs and should never use them to send money to people they don’t know. If you believe you have been a victim of cryptocurrency fraud, file a complaint at https://t.co/bxLR3LOcif.https://t.co/iDnbk0D9d3
— AZ Attorney General Kris Mayes (@AZAGMayes) February 2, 2026
Eksperyment w Arizonie: prokurator rzuca oszustom kłody pod nogi
Wiadomości płynące ze Stanów Zjednoczonych to brutalna prawda, z którą trzeba się skonfrontować. Do końca 2025 r. straty spowodowane oszustwami w samej tylko Arizonie przekroczyły 177 milionów dolarów, a oszuści kierowali spanikowane staruszki do bitomatów, aby rzekomo chronić ich oszczędności za pomocą nieodwracalnych transferów kryptowalutowych.
Prokurator generalna stanu Arizona, Kris Mayes, zdała sobie sprawę, że nie ma politycznych narzędzi, by skutecznie zakazać funkcjonowania bitomatów. Wybrała więc inną drogę, boleśnie uderzając w sektor cyfrowych aktywów. Zgodnie z nowymi przepisami stanowymi, operatorzy bitomatów nie są już tylko biernymi dostawcami technologii, ale ponoszą odpowiedzialność. Jeśli nowy klient wpłaci 20 000 dolarów, a okaże się, że jest to oszustwo, operator może być zobowiązany do zwrotu pieniędzy, o ile nadużycie zostanie zgłoszone w określonym terminie.
To „ograniczenie prędkości” jest próbą ucywilizowania Dzikiego Zachodu. Zmusza Bitcoinowe automaty do spowolnienia przepływu pieniędzy, dając ofiarom chwilę na złapanie oddechu, zanim ich oszczędności życia znikną w mikserze.
Podejście europejskie: najpierw złap, potem zadawaj pytania
Podczas gdy Arizona próbuje zapewnić bezpieczeństwo za pomocą regulacji, Europa przyjmuje chłodniejsze i zdecydowanie bardziej bezkompromisowe podejście. Na Starym Kontynencie nie chodzi już tylko o ochronę oszczędności łatwowiernych staruszków. Do gry wchodzi bowiem potężny sektor AML – machina wymierzona w oszustów piorących brudne pieniądze.
Niemiecki organ nadzoru finansowego, BaFin, nie bawi się w ostrzeżenia czy czas na zwrot środków. Zorganizował za to akcję, która trwała prawie do końca 2025 roku i obejmowała fizyczne przejęcie nielegalnych bitomatów w 35 lokalizacjach. Skonfiskowano w ten sposób ponad ćwierć miliona euro w gotówce. Frankfurt dał tym samym jasno do zrozumienia, że w Niemczech nie będą tolerowane żadne bankomaty bez licencji.
Ten gest ma znaczenie nie tylko dla Niemiec, ale też dla całej Unii Europejskiej, w tym także dla Polski. O ile w Stanach Zjednoczonych dominuje retoryka zorientowana na ochronę konsumentów, o tyle u nas od razu uderza się w nutę bezpieczeństwa narodowego.
Brytyjska krucjata przeciwko Bitcoinowym kioskom
Po drugiej stronie kanału La Manche władze są jeszcze bardziej bezkompromisowe. Brytyjski Urząd Nadzoru Finansowego (FCA) ogłosił sezon polowań na niezarejestrowane bankomaty kryptowalutowe. W przeciwieństwie do Polski, gdzie urządzenia te są powszechnie dostępne w centrach handlowych, Wielka Brytania uznała obsługę niezarejestrowanych urządzeń za przestępstwo.
Pierwsze efekty tej decyzji widzieliśmy w zeszłym roku, kiedy to po raz pierwszy postawiono zarzuty karne osobie prowadzącej nielegalną sieć. Brytyjska policja zgłasza dokładnie te same scenariusze, które stosowano w Arizonie – podający się za policjantów oszuści twierdzą, że doszło do kradzieży tożsamości, aby wywołać panikę wśród ofiar i skłonić je do błyskawicznego wpłacenia gotówki. Jednak tam, gdzie Ameryka ogranicza scammerom pole manewru, Wielka Brytania eliminuje całą ich infrastrukturę.
Co to oznacza dla rynku polskiego
Dla polskiego inwestora i obserwatora branży globalne zmiany są jasnym sygnałem. Polska była historycznie jedną z bardziej przyjaznych jurysdykcji dla BTM w Europie, często służąc jako centrum dla operatorów takich jak Shitcoins.club lub FlyingAtom. Jednak wraz z pełnym wdrożeniem MiCA (Markets in Crypto-Assets) i agresywną postawą Eurojustu, który niedawno zlikwidował siatkę oszustów, którzy zgarnęli aż 100 milionów euro w Hiszpanii i we Włoszech, dni anonimowych, opartych na gotówce ramp kryptowalutowych są policzone.
Prawo stanu Arizona dowodzi, że jeśli branża nie jest w stanie sama się kontrolować, państwo narzuci takie ograniczenia, że model biznesowy stanie się nieopłacalny. Przykłady z Niemiec i Wielkiej Brytanii pokazują, że ignorowanie regulatora źle się kończy – władze bez wahania zajmą lub zabiorą sprzęt.
Ostateczny werdykt – co dalej z bitomatami w Europie?
Czasy, kiedy kioski Bitcoinowe mogły funkcjonować bez ograniczeń, przeszły już do historii. Kres samowoli kładą ograniczenia, jakie nałożyła Arizona, lub naloty policji w Duisburgu – efekty widać od razu. Scammerzy jednak długo nie pozostaną bezczynni, dlatego już teraz ostrzegamy: jeśli w 2026 roku bitomat prosi o Zero-ID, nie będzie to funkcja zapewniająca prywatność, a sygnał dla organów ścigania i prawdopodobnie pułapka na nieostrożnych..


Wypełnij wymagane pola i opublikuj